Tunic, czyli recenzja długo oczekiwanego klona Zeldy

Tunic

Pierwotnie nosiła tytuł Secret Legend. Deweloper Andrew Shouldice rozpoczął prace nad grą w 2015 roku, ale ogłosił ją dopiero na targach E3 2017, co więcej, pod nową nazwą ze względu na współpracę z wydawcą Finji. Przemianowany na Tunic, mimo że był niewielką produkcją, pokazany materiał od razu wzbudził powszechne zainteresowanie, do tego stopnia, że Microsoft podjął działania, aby uzyskać go na wyłączność konsoli. Ogłoszenie umowy nastąpiło na targach E3 2018. Od tamtej pory wiele wody upłynęło pod mostem, premiera gry była kilkakrotnie przekładana, a przez kilka lat deweloper i wydawca spowijali ją kocem mgły, który nie pozwalał na wyciek czegokolwiek do świata zewnętrznego, do tego stopnia, że wielu chciało nawet jej anulowania.

Na szczęście dziś można przeczytać recenzję Tuniki, znak, że w końcu się ukazała. Ale czy warto było czekać tak długo, aby zagrać w ten niezaprzeczalny klon The Legend of Zelda?

Historia i legenda

Początek Tunic jest dość powolny. Bohaterem tej przygody jest mały lisek, który rozbija się na dziwnej wyspie, podobno pełnej wielkich skarbów, zakopanych nie wiadomo gdzie. Jest to tajemnicze miejsce pełne dziwnych stworzeń, zbudowane jak ogromny labirynt, w którym bardzo łatwo się zgubić. Mała lisica nie ma mapy, wszystkie napisy, które znajduje w okolicy, są w języku, którego nie rozumie (tak samo jak my, gracze) i nie ma prawdziwej misji do wykonania. Musi tylko błąkać się po okolicy w poszukiwaniu czegoś, co pomoże jej przetrwać, a jednocześnie uczy się, jak dotrzeć do najodleglejszych zakątków wyspy, gdzie znajdują się najcenniejsze towary. Nie minie wiele czasu, a stanie się bohaterką historii związanej z miejscowymi legendami, opowiadanej w niezwykły sposób przez całą grę, poprzez spotkania z tajemniczymi postaciami i zdobywanie umiejętności, które pomogą jej lepiej rozszyfrować miejsce, w którym się znajduje.

W międzyczasie pojawia się zwyczajowa kolekcja przedmiotów o mistycznych mocach, których funkcja jest często tajemnicza, przynajmniej na pierwszy rzut oka. Do tego tematu wrócimy później.

Wspomnieliśmy już o The Legend of Zelda: Shouldice nigdy nie ukrywał, co było głównym źródłem inspiracji przy tworzeniu Tuniki. Vixen ubiera się podobnie jak Link, włada mieczem podobnie jak Link i używa tarczy podobnie jak Link. Chodzi też po krzakach i otwiera skrzynie w sposób podobny do bohatera serii Nintendo, do tego stopnia, że czasami można odnieść wrażenie, że jest to raczej rodzaj cosplayu niż postać z własną, silną tożsamością. Do tej kwestii wrócimy później.

Eksploracja i projekt map

Wrażenie podporządkowania się serii Zelda jest ogromne w całej grze, nawet w momentach, w których Tunicie udaje się pokazać najwięcej. Na przykład, istnieją przedmioty o funkcjach podobnych do tych, które można było zobaczyć w serii Nintendo, takie jak bomby czy wspomniane wcześniej combo miecza i tarczy. Mimo to progresja bardzo różni się od tego, co było głównym źródłem inspiracji, a cechy postaci zmieniają się w zależności od posiadanych przedmiotów. Bardzo oryginalnym akcentem jest możliwość odzyskania fragmentów świętej księgi, która jest niczym innym, jak rodzajem oficjalnego przewodnika w stylu lat 90-tych, z mapami, które bardzo pomagają w orientacji i objaśnieniami wielu obiektów znajdujących się w pobliżu, dzięki czemu można lepiej wykorzystać ich właściwości.

Jedną z mocnych stron gry Tunic jest sposób, w jaki zaprojektowano różne regiony, które mamy do zbadania. Podstawowa koncepcja projektu mapy opiera się na różnych punktach kontrolnych rozmieszczonych w całej grze, których użycie jest niezbędne, jeśli nie chcesz powtarzać długich fragmentów rozgrywki w przypadku śmierci. Chcąc sfrustrować gracza, ale nie w zły sposób, Shouldice obrócił wszystkie mapy wokół posągów punktów kontrolnych, śledząc ciągłe powroty do nich, tak aby zawsze dać graczowi możliwość zapisania się. Ale to nie wszystko, co czyni je pięknymi. Kolejnym powodem dużego zainteresowania projektem poziomów jest obecność niezliczonych sekretów, które można znaleźć praktycznie w każdym zakątku.

Eksploracja jest naprawdę satysfakcjonująca, a praca wykonana w tym zakresie jest wspaniała. Jest tu wszystkiego po trochu – od ukrytych skrzyń ze skarbami, do których można dotrzeć, podążając sekretnymi ścieżkami, przez sekcje wymagające odblokowania określonych przedmiotów, po takie, które wyglądają jak prawdziwe mini-zagadki.

System walki

Z drugiej strony, system walki jest najsłabszą częścią Tunic. Zasadniczo polega ona na naprzemiennym wykonywaniu parri / uników i ataków, a umiejętności gracza polegają na znalezieniu odpowiedniego momentu, by uderzyć przeciwników. Pierwsze z nich padają dość szybko, ale w miarę postępów natkniesz się na stwory opancerzone, inne z tarczami, a jeszcze inne z atakami, których odparcie wymaga pewnych umiejętności. Nie brakuje tu latających potworów, wieżyczek i całej gamy rzeczy, które utrudniają życie bohaterom gier RPG akcji.

Nie chodzi o sam system, który jest niezbędny, ale nie jest godny pogardy, ale o sposób obsługi blokady przeciwnika, który przysporzył nam więcej niż kilka problemów. Na przykład, jednym ze specjalnych przedmiotów, które znajdujemy w trakcie przygody, jest magiczna różdżka, za pomocą której można rzucać zaklęcia (tj. ataki dystansowe). Teoretycznie, korzystając z zamka, lis powinien celować bezpośrednio w wybranego przeciwnika, ale często widzieliśmy strzały, które z tajemniczych powodów nie trafiały w cel, nawet jeśli trajektoria była całkowicie jasna i nawet przy braku prób uniku ze strony ofiar. Innym problemem jest utrata samej blokady, która z niezrozumiałych powodów może nastąpić podczas walki, powodując szerokie otwarcie się ciosów, nawet tych zadawanych mieczem.

Jak to często bywa w takich przypadkach, praktyka z nawiązką to rekompensuje, ale szczerze mówiąc, wolelibyśmy bardziej stabilny system. Ich wrogowie nie są szczególnie bystrzy i dość łatwo jest wymyślić elementarną taktykę, aby ich oszukać. Można na przykład sprawić, że zamarzną pod rampą lub trafią na jedną z wielu pułapek rozsianych po poziomach, o których zdają się nie wiedzieć. Zasadniczo atakują lisiczkę, nie zważając na to, co mają wokół siebie. Lepiej zachowują się wielcy, źli bossowie, którzy mają złożone schematy ataków i stanowią dobre wyzwanie nawet dla najbardziej doświadczonych graczy. W szczególności niektóre z zadań zaawansowanych są naprawdę trudne, choć zdarzają się rzadziej, niż byśmy tego oczekiwali. Poza kilkoma postaciami nie są one wybitne pod względem charakteryzacji, ale spełniają swoje zadanie.

Kilka uwag technicznych

Z punktu widzenia grafiki, Tunic to tytuł doskonały. Nie trzeba dodawać, że sceneria bardzo przypomina serię Zelda, jeśli chodzi o kolory, ich nasycenie oraz niektóre wybory stylistyczne, począwszy od tych związanych z wyglądem małego liska, a skończywszy na wrogach. Krótko mówiąc, pomimo stylu low-poly i zastosowania głębi ostrości w celu nadania dodatkowego akcentu obrazowi, można odnieść wrażenie, że nawet z tego punktu widzenia znajdujemy się przed grą Zelda. I być może to jest właśnie główny problem Tuniki, który nie pozwala jej osiągnąć doskonałości: jak już wspomniano, brakuje jej osobowości. To bardzo dobry klon Zeldy. Pełen miłości i serdeczności hołd. Z pewnością spodoba się fanom gatunku, ale w ostatecznym rozrachunku nie pozostawia wiele do życzenia, a po jej zakończeniu ma się wrażenie, że przeżyło się zbędną, choć dobrze opowiedzianą historię.

Similar Posts